piątek, 20 stycznia 2017

Praca z psem lękliwym- część pierwsza.

Postanowiłam podzielić wpis na dwie części. W trakcie pisania doszłam do wniosku, że treści jest już całkiem sporo a ja nawet nie otarłam się o meritum sprawy. Więc w tym wpisie skupię się na samej historii jak Racka trafiła do nas a za 2 tygodnie opiszę dokładnie moje doswiadcznie z pracy z nią i opiszę dokładnie metody pracy z psami lękowymi. 

Zacznijmy może od tego, że w ogóle tego nie planowałam. Nie planowałam drugiego psa tw tak krótkim czasie po zaopiekowaniu się Wisą ale prewencyjnie zaczęłam cisnąć lekko ukochanego jakieś 8 miesięcy później "kooooocie a może weźmiemy drugiego psa?? Pliiiiiz, przecież widzisz jak wywiązuję się z opieki nad Wisą, tak jak się umawialiśmy, że nic prawie przy niej nie musisz robić". Ale cisnęłam tak tylko minimalnie bo sama do końca nie wiedziałam czy chcę teraz drugiego psa czy nie. Przygotowywałam po prostu grunt, w razie gdyby nagle się trafiła jakaś psina absolutnie kryzysowa lub wręcz odwrotnie, absolutnie idealna i cudowna, to żebyśmy mieli już te nieprzyjemne rozmowy za sobą. Przekupstwo nie wchodziło w grę. Za wysoka stawka. Obietnice też średnio działały bo ja często łamię obietnice dawane "za coś" (nie zliczę razów kiedy obiecałam, że nie zamówimy już żadnej pizzy od danego dnia). Agresywne naciskanie powodowało, że Kot (tak określam ukochanego od czasu kiedy się poznaliśmy) nadymał się jak nadymka i wystawiał kolce i dalszej rozmowy już nie było. Popłakiwanie jedynie go irytowało (taki z niego zimny drań). Co jakiś czas przeszukiwałam forum Pomorskiej Fundacji Rottka (bo miał być kumpel dla Wisy), lokalnego schroniska i kilku innych fundacji. Średnio raz na tydzień padało moje pytanie, zadane tak proforma, bez przekonania "Koooot, a może tego weźmiemy? Ładny rottek, idealne para dla naszego Wisielca". Ale potem myślałam sobie "ej, po co mi drugi pies, Wisa mimo zdania egzaminu, jest nadal totalnie nieogarniętym świerem, ma akurat 2 lata więc najgorszy wiek, drugi pies mi nie potrzebny". Aż do dnia 23 maja 2016r. Koleżanka, z którą chodziłam do szkoły (tej psiej ;) ) napisała do mnie, że ma u siebie tymczasa na rehabilitację. Że suczkę maleńką. 5 kilo max. Niecały rok, Że odebrana interwencyjnie przez policję od patorodzinki, która trzymała ją zamniętą w szopie i katowała. Sąsiedzi się ulitowali, bo ciągle było słychać piski krzywdzonego psa i zadzwonili. Że panicznie boi się ludzi i robi kupę pod siebie ze strachu jak za bardzo się do niej człowiek zbliży. I wysłała mi to zdjęcie:




Skręciło mnie aż w środku. To był TEN pies. Mój pies idealny. Czasami tak jst, że ogląda się setki zdjęć, jest się pod wrażeniem zdjęcia pięknego, młodego rottweilera do adopcji, którego zachowanie to cud miód itp. ale nie ma tego zrywu w sercu. A tu był. To się po prostu czuje ;) W tym momencie rozum poszedł się wietrzyć a serce kompletnie przejęło władzę nade mną. I mimo, że osoba, którą uważam za swojego mentora czyli Jacek Gałuszka ostrzegał "nie bierz dwóch suk, nie jesteś na to gotowa, trudniej połączyć dwie suki ze sobą", i mimo, że sama sobie tłumaczyłam, że to nie jest dobry pomysł, że nie umiem pracować z psem lękliwym bo nie ćwiczyłam tego, że nie poradzę sobie, że to szczeniak i będzie jeszcze trudniej- to i tak wśrodku już zdecydowałam. To jest zdjęcie z dnia, w którym została odebrana gdy bała się oddychać głośniej u dziewczyny, która ją przejęła:




Monia już wiedziała, że łyknęłam haczyk i zaczęła zalewać mnie zdjęciami i filmikami małej. W końcu postanowiłam, że jedziemy do Moni, do Elbląga, bierzemy Wisę i poznajemy dziewczyny ze sobą "a potem sie zobaczy" :D To "potem się zobaczy" to była furtka bezpieczeństwa dla Kota ale chyba od początku wiedział, że nie ma opcji, żeby z niej skorzystać. Weekend zapowiadał się ciekawie bo Monia oprócz małej ma swoje dwa psy: rottweilera i chichuachue ;) W trakcie spędzonych u nich ponad 24 godzin mała pozwoliła mi się dotknąć dopiero drugiego dnia, jednym palcem i to przez sekundę. Do Wisy nie zbliżała się i uciekała przed nią przerażona. Wiedziałam, że będzie ciężko ale Monia odwaliła kawał dobrej roboty przez 3 miesiące kiedy mała u niej była. Termin przyjazdu małej do nas ustaliliśmy wszyscy na 26 sierpnia. W międzyczasie miałam milion myśli przeciw adoptowaniu drugiego psa, a dodatkowo z takimi problemami. Kiedy Monia z Racą (bo takie imię dla niej wybraliśmy) wyruszyła z Elbląga do nas miałam totalny stan przedzawałowy. Co ja najlepszego zrobiłam?? Nie dam rady. Ja umiem pracować z psami agresywnymi, nie lękliwymi. Fakt- przeczytałam dostępne na polskim rynku książki o pracy z psami lękliwymi. Ale to teoria. No trudno. Odwrotu nie było. Gdy Monia wysiadła z samochodu z Racą, całą zarzyganą po podróży, nie do końca ogarniałam co się ze mną dzieje z nerwów. Raca pierwsze co obszczekała mnie i za nic nie chciała się do mnie zbliżyć. Wzięłam Wisę z domu i poszłyśmy się przejść. Każda próba zbliżenia się Wisy do Racy kończyła się paniką małej i ucieczką. A ja za chwilę miałsm zostać sama z tą dwójką i swoim przerażeniem, że nie dam rady i cojawogólemamrobić???!!! Ukochany był w pracy więc naprawdę miałam zostać sama. 
Koniec końców absolutnie nie było źle. Ogromnie pomógł mi kurs behawiorysty i szkoleniowca, który ukończyłam egzaminem z Wisą. Bez wiedzy zdobytej tam byłoby mi o wiele trudniej. Dzięki wiedzy i wsparciu Moni i mojego ukochanego z każdym tygodniem było lepiej. Praca z psem po traumatyczych przejściach to nie dni. To tygodnie a czasami miesiące od jednego postępu do drugiego. U Racucha (tak najczęśćiej na nią wołamy) to były tygodnie. Z Wisą poszło naszybciej. Dziewczyny absolutnie się w sobie ZA-KO-CHA-ŁY w ciągu kilku dni. Na początku Wisa traktowała Racuszka jak trochę obrzydliwego robaka, który za nią łazi :P 




Dziś są absolutnie nierozłączne. Jedna bez drugiej sie nie rusza i na odwrót. Robią to samo, małpują od siebie różne zachowania (niestety gorszych zachowań psy uczą się od siebie błyskawicznie, kompletnie ignorując te dobre zachowania). Jeśli jedna leży na pufie to druga natychmiast zajmuje drugą pufę. 



Niestety obcych psów Raca bardzo się boi. Potrzebuje czasu, żeby poznać psa i polubić go. 
Tak samo jest z ludźmi. Goście wywołują u niej strach i agresję spowodowaną strachem. Staram się nad tym pracować ale ciężko jest pracować z gośćmi jak się jest takim socjopatą jak ja, który praktycznie nie zparasza nikogo do siebie... Wierzę, że uda mi się w najbliższym czasie ogarnąć wszystkie lęki i koszmary Racki. I jestem naprawdę szczęśliwa, że zdecydowaliśmy się adoptować Racucha. Oboje kochamy ją bardzo, jest naszym małym, zakręconym szczęściem. Jest urocza, kochana, słodka, przytulaśna i strasznie śmieszna. Z Wisą tworzą idealny duet :)


  

5 komentarzy:

  1. Dlaczego sądzisz, że 2 lata to najgorszy wiek u psa?

    My też mamy problem z lękliwością, której wcześniej nie było. Dotyczy psów, ale zaczyna przenosić się na ludzi z prędkością światła. A najgorsze jest to, że to wszystko wina moja i mojej, jak sie okazało niedostatecznej wiedzy przy odbiorze pierwszego psa. Teoria to jednak nie wszystko. Myślałam, że nigdy sobie tego nie wybaczę, bo tak naprawdę to przeze mnie cierpi mój własny, wyśniony i wymarzony pies, ale trzeba żyć dalej. Praca z psem lękliwym niekiedy przerasta, ale warto walczyć do samiutkiego końca. :)
    Bardzo zaciekawiła mnie ta seria i liczę, że jeszcze się rozkręci, bo zapowiada się bardzo ciekawie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorszy wiek to 2 lata bo wtedy pies wchodzi w okres "bycia nastolatkiem" ;) Zaczyna być najbardziej psotny, postrzelony, nieposłuszny i wystawia opiekuna na róóóóżne próby ;) U Wisy sie to sprawdzało i u większości psów również :)

      Absolutnie nie obwiniaj siebie za to co było bo nic tym nie zmienisz tylko sobie psujesz nastrój :( I zgadzam się z Tobą w 100%, że warto walczyć!!
      Za 2 tygodnie napiszę jak pracować z psem lękliwym.
      Pozdrawiam Cię!

      Usuń
    2. Myślałam, że to zbieg okoliczności, że mój pies TAK się obecnie zmienia, a nie pomyślałam żeby zwalić to na wiek, faktycznie! :D

      To prawda, dziękuję i z niecierpliwością czekam na kolejną notkę! :)

      Usuń
  2. Druga część, druga część!!! 😀

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie napisane! :D
    Zostawiam obserwację i zapraszam do siebie ;)
    https://adventurewithfiga.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń